Facebook

środa, 26 lutego 2014

Tagi: , ,

Bubel tygodnia: Bronzer Rimmel Match Perfection





W tym tygodniu miano bubla otrzymał bronzer Rimmel Match Perfection. Czym sobie na to zapracował? Dowiecie się w dalszej części artykułu.

Pracując danym kosmetykiem oczekuję dobrej współpracy. Czasem działam pod presją czasu i nie ma wtedy miejsca na utrudnienia w robieniu makijaży. Każda z nas wie, że konturowanie twarzy jest istotne, trzeba je wykonać starannie i precyzyjnie. Ważny jest dobór odpowiednich produktów świetnej jakości. Niestety ten kosmetyk jest oporny na wszystko i nie daje się łatwo nakładać, rozprowadzać - konflikt interesów.
Wiem, że nie ładnie wytykać wady, ale niestety słaba pigmentacja, zbita konsystencja sprawiają, że ciężki z nim los. Moje pędzle się z nim przestały lubić. Mimo tarcia o jego powierzchnię nie chcę za bardzo się na nich osadzić - uparciuch z niego straszny. Z obawy, że w końcu zamiast pędzelka będę miała miotełkę - odpuściłam. Wyglądał ciekawie, kusił z półki sklepowej i znów poszłam na wygląd a wiadomo, że nie wszystko złoto co się świeci... Pomysł na produkt jest ok. Mamy tu trzy kolorystyczne obszary: rozświetlający, jasny oraz ciemny. Myślałam, że będzie można fajnie łączyć kolory i da to dobry efekt. Znów się pomyliłam. Wybrałam jasną wersję 001 Light bo należę bardziej do bladolicych niż opalonych i niestety nie jest ona fajna. W porównaniu do poprzedniego bronzera od Stone Cosmetics ten wypada marnie. Można łatwo się zniechęcić do użytkowania tego typu produktów, kiedy mamy do czynienia z takim bublem kosmetycznym. Szczerze nie polecam, za dużo z nim problemów. Cenowo też nie należy do najtańszych. Bez promocji kosztuje ok 25 zł. Z pewnością więcej się na niego nie skuszę bo to pieniądze wyrzucone w przysłowiowe błoto. Opakowanie również nie jest strzałem w dziesiątkę. Bardzo szybko się rysuje, odkręca co nie jest fajne mając go w torebce. 

Miałyście z nim styczność? Co możecie polecić z tego typu produktów? Zapraszam do debaty w komentarzach.




7 komentarze:

  1. Hej też uważam za MEGA bubla, jak dotknie się dna to się kruszy już całkiem i do niczego się nie nadaje, a nabranie go w jakiejkolwiek ilości na pędzel graniczy z cudem - udręka i strata czasu oraz szkoda pędzla :) mam już kolejne okazy do przetestowania między innymi Manhattan lub Pierre Rene zobaczymy czy któryś z nich podbije moje serce i oczaruje mój pędzel ;)
    Pozdrawiam Dorota M.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam, i w sumie nie mam bronzera,nie umiem się nimi posługiwać :/

    OdpowiedzUsuń
  3. a dzisiaj go w naturze za 10 złotych widziała i chciałam się skusić, dobrze, ze jednak tego nie zrobiłam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ominę go szerokim łukiem

    OdpowiedzUsuń
  5. Też na niego się pokusiłam i żałuję ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Akurat z bronzerami nie mam doświadczeń, bo nie używam ale generalnie sporo produktów Rimmela rozczarowuje...

    OdpowiedzUsuń
  7. A'propos tego bronzera, ja mam czasami wrażenie że niektóe kosmetyki kolorowe mają nierówno wymieszane składniki.. Może dziwne, ale na początku produkt zachwyca pigmentacją, nakładaniem itp a po kilku tygodniach w ogóle inny produkt. Nie wszystkie wysychają bo np puder wyschnąć już bardziej nie może;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do innych stron/blogów. Posty zawierające takie treści będą usuwane!